środa, 19 września 2012

Równouprawnienie

A tym razem w kolorze!
Uprzedzając ewentualne zarzuty, wyjaśniam: nie jestem przeciwniczką równouprawnienia, antyfeministką ani entuzjastką czasów niewolnictwa. Tylko tak mi się zdaje, że czasami dążenie do "równouprawnienia" to raczej próba zatarcia wszelkich przejawów tego, że ludzie się różnią między sobą. A różnice są, i to pod wieloma względami, i nie ma co kłócić się z rzeczywistością. Mimo wszystko nie jesteśmy klonami, a to powoduje, że mamy różne możliwości, ale i ograniczenia. To nie znaczy, że nie ma dyskryminacji. Ale nie znaczy też, że jest wszędzie, gdzie są stawiane jakiekolwiek granice.

W USA limit wieku przy zapłodnieniu in vitro (55 lat!) uznano za przejaw dyskryminacji.

A ksiądz Twardowski tak ładnie napisał "Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka, gdyby wszyscy byli silni jak konie, nikt nikomu nie byłby potrzebny".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są widoczne po zatwierdzeniu, więc mogą ukazywać się z większym bądź mniejszym opóźnieniem.