środa, 24 lutego 2016

Plagiaty

Kopiuję tutaj dzisiejszy wpis z facebooka.Miłego czytania :)

Dzisiaj zamiast rysunku będzie dość długi tekst o plagiatach. Jeżeli nie zaglądacie na tę stronę po to, żeby czytać, tylko żeby oglądać rysunki, to uspokajam, że to tylko okazjonalny wyskok i następne rysunki będą niedługo Emotikon wink A jeśli ktoś poświęci chwilę, żeby przeczytać całość – no to będzie mi bardzo miło Emotikon smile
Przywłaszczenie sobie cudzego pomysłu na żart rysunkowy i „przerysowanie” go jako własnego, czyli plagiat, jest jednym z najcięższych grzechów rysownika. Myślę, że to jest dość oczywiste i nie wymaga wielkiej dyskusji. Ale co w przypadku, jeśli dwie osoby wpadną na ten sam pomysł niezależnie? Jeśli obrazek jest bardzo oryginalny, albo na „niszowy” temat, jest to mało prawdopodobne. Ale są też żarty bardziej oczywiste, skojarzenia narzucające się np. w konkretnej sytuacji. Okazuje się, że taki problem faktycznie się pojawia, i został podjęty przez jednego ze znanych rysowników – polecam oba teksty, a szczególnie ilustracje pokazujące zestawienia podobnych pomysłów różnych rysowników.
http://www.newsy.sadurski.com/…/Plagiat_rysunkowy_czy_nie_…/
http://www.newsy.sadurski.com/…/_Plagiaty_rysunkowe_czy_po…/
Autor zwraca uwagę przede wszystkim na sytuację, kiedy rysownik-amator zarzuca rysownikowi profesjonalnemu plagiat. Zaleca ostrożność, argumentując – moim zdaniem słusznie – że jest dość mało prawdopodobne, żeby profesjonalista ryzykował utratę reputacji, wyszukując prace jakiejś mało znanej osoby i kopiując je. Oczywiście, różnie może się zdarzyć, ale należy brać pod uwagę możliwość niezależnego „wpadnięcia” na ten sam pomysł.
Jako rysownik-amator, mam zmartwienie odwrotne Emotikon smile Gdyby zdarzyła się jakaś wątpliwa sytuacja, zapewne nikt nie brałby pod uwagę, że być może wpadłam na pomysł sama, tylko rysownik-profesjonalista byłby traktowany na starcie jako prawowity autor, a ja jak ktoś, kto skopiował cudzą pracę. Zawsze miałam gdzieś w głowie taką obawę, kiedy rysowałam żart rysunkowy nieco bardziej oczywisty w swoich skojarzeniach albo na bardziej „popularny” temat, że być może ktoś już wcześniej wpadł na ten sam pomysł, albo – co byłoby najgorsze – ja sama taki rysunek gdzieś, wcześniej, przelotnie zobaczyłam, a później ten pomysł wrócił, ale wzięłam go za własny. Czy to byłoby niemożliwe? Nie sądzę – w swoim życiu widziałam już tyle dowcipów, rysunków, komiksów, a czasem pamięć jest zaskakująco wybiórcza. Czasem, jeśli pomysł wydaje mi się zbyt narzucający się, żeby nikt na niego wcześniej nie wpadł, próbuję szukać czegoś podobnego w internecie, a czasem rozważam po prostu zrezygnowanie z narysowania go, na wszelki wypadek. Ale, jak zauważa autor powyższych artykułów: „Czasem warto zastanowić się przed narysowaniem (a potem przed wysłaniem rysunku na konkurs) czy coś podobnego wcześniej już nie było. A z drugiej strony - świadomość posądzenia o wykonanie czegoś podobnego przez innego autora, nie może krępować do tego stopnia, aby NIC już nie stworzyć - bo "i tak już wszystko wcześniej narysowano".”
Jakiś czas temu zdarzyła mi się taka właśnie sytuacja, w której posądzono mnie o plagiat. Zabawne, że nie dotyczyła pomysłu na rysunek, ale... nazwy bloga. Przyznaję, „Pod kreską” nie jest oryginalną nazwą – i chyba właśnie stąd wziął się problem. Pewna osoba napisała do mnie, że jest zniesmaczona tym, że jako rysownik-amator przywłaszczam sobie nazwę bloga uznanego rysownika. Poczułam się, jak… Hm, wyobraźcie sobie, że w supermarkecie stoicie przed półką ze słodyczami, zastanawiając się, czy kupić czekoladę, czy ciastka, i nagle podchodzi do Was jakaś pani i mówi „Wiem, że chciałeś ukraść ten batonik, całe szczęście że przechodziłam i nie pozwolę na to”. No to chyba mniej więcej tak się poczułam. Nie wiem, czy owa osoba została przekonana moimi argumentami, że po pierwsze – skojarzenie rysowania z kreską nie jest na tyle oryginalne, by dwie osoby nie dały rady wpaść na nie niezależnie, a po drugie – tamten blog, który rzekomo miałam splagiatować, nazywa się zycie-na-kreske, a nie Pod kreską, co jest owszem podobne, ale jest to jednak pewna różnica.
Póki co, z rysunkami podobna sytuacja mi się nie zdarzyła, i mam wielką nadzieję, że się nie zdarzy. Na szczęście, ponieważ większość moich rysunków dotyczy dość, nie oszukujmy się, niszowych tematów przyrodniczo-ornitologicznych, to ryzyko wpadnięcia na ten sam pomysł (jako biologowi ciśnie mi się pod palce określenie „konwergencja” Emotikon smile ) jest zdecydowanie mniejsze niż gdybym ilustrowała np. bieżące wydarzenia polityczne. Ale mimo wszystko pewna obawa wciąż gdzieś w głowie pozostaje.
Jeśli ktoś dotarł do końca, to naprawdę bardzo dziękuję za poświęcony czas Emotikon smile i będę wdzięczna za ewentualny komentarz, jeśli macie jakieś swoje przemyślenia na ten temat.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Kolorowanki

Ostatnio modne zrobiły się kolorowanki dla dorosłych, więc też coś narysowałam. Osobiście nie przepadam za kolorowaniem, wolę rysowanie "konturowe".
Większy format dostępny po kliknięciu.